Maciej Kaźmierczak
Nagie drzewa, śnieg, mróz — można by
powiedzieć, że najnowsza powieść Anny Kańtoch jest o zimie, gdyby nie jeszcze
jeden element — krew. Dzięki niej mamy kryminał, emanujący swym realistycznym
zimnem, które autorka sprawnie wprowadza i utrzymuje w powieści. I to wcale nie
jest błahostka, a poważny atut. Nie każdy bowiem potrafi uchwycić swoisty
klimat, przesycając go tajemnicą, strachem, niepewnością, gdzie czytelnik
niemal widzi krople krwi na śniegu — nawet bez patrzenia na okładkę. Chłód
kojarzony ze skandynawskim kryminałem, zagadka jak z najlepszego thrillera,
psychologizm historii i bohaterów na wysokim poziomie. Poplątanie, którego nie
rozwikłałby sam Holmes — bo tej zagadki nie da się rozwiązać. I nie uwielbiać.