piątek, 10 listopada 2017

Liście więdną, premiery rozkwitają, czyli nowości od Genius Creations






Wydawnictwo Genius Creation zapowiedziało na listopad 6 nowych książek, które można już przedpremierowo zamawiać w księgarni madbooks. Co my tu mamy? Na pewno prawdziwą mozaikę tematyczną, której aż szkoda nie skomentować. 



[Wszystkie fragmenty opisów oraz okładki pochodzą ze strony wydawcy].

1. Zima Michała Ochnika (ur. 1990 r.), twórcy bloga Mistycyzm Popkulturowy.

Do Vadeline, sennej miejscowości zagubionej gdzieś na rubieżach świata Zimy, przybywa młody teatrolog, Victor Caillou. Poszukuje zaginionych sztuk Samuela Zimmermana, genialnego, acz szalonego dramaturga. Wierzy, że znajdzie w nich zaszyfrowane wskazówki, jak unicestwić Białą Królową – tajemniczą nieśmiertelną istotę, która od dwustu lat bezwzględnie panuje nad całym światem.
Czyli dostajemy 400 str. tajemniczej baśni?, w której znajdziemy „walkę prowadzoną zarówno słowem, jak i mieczem; sztukę, która uwalnia ze szponów strachu”. Sama okładka wskazuje na pewien typ klimatycznej literatury dla fanów zasypanego śniegiem Londynu noir. Na myśl przychodzi mi baśniowa wersja Całkowitego zaćmienia Holland. Czy słusznie?…


2. Pętle pamięci Marcina Kowalczyka, autora kontynuacji powieści Zajdla Drugie spojrzenie na planetę Ksi. Tym razem autor daje nam opowieść o młodym mieszkańcu Bliskiego Wschodu, który przybywa do Europy, chcąc dokonać rozłamu… A nie… Okładko, źle zapowiadasz! Albo i nie?

Vermil Olson pragnie zostać pisarzem. Niestety, nie ma ani odrobiny talentu. Korzysta więc ze zlepiacza narracyjnego: urządzenia, które potrafi wydestylować fabułę wprost z mózgu „autora”. Szybko okazuje się jednak, że jego pisanie to coś więcej niż tylko zaspokojenie potrzeby tworzenia. W powstającej powieści podświadomość Vermila ukrywa bowiem informacje, które mogą uratować mu życie.
„Pętle pamięci” łączą klasyczne fantasy z science fiction, tworząc zaskakujący koktajl sensów i reinterpretacji, prowadzący do niespodziewanego finału.
Czyli… SF połączona z fantasy o grafomanie korzystającym z nowych technologii? Opis zalatuje mi nieco twórczością Dawida Kaina, ale chyba nie spodziewałbym się tego typu literatury.


3. Armadillo Bartosza Orlewskiego, który opublikował dawno temu zbiór opowiadań o identycznej tematyce, czyli weird westernowej. Wydawnictwo ogłasza, że to pierwsza w Polsce tego typu powieść. Może być ciekawie, bo Orlewski pisze naprawdę dobrze, a rekomenduje go sam Kain.
Do Armadillo przyjechali tak jak przystało na Dzikim Zachodzie: w samo południe, z rewolwerami w dłoniach, by obrabować bank. Niestety, nic nie poszło zgodnie z planem. Zginęli, a miasteczko zostało przeklęte. Dla czterech z nich był to prawdziwy koniec, ale dla Toma dopiero początek.
Okładka dobra, najlepsza z listopadowych zapowiedzi wydawnictwa. Sama książka chyba też najciekawsza, głównie ze względu na nowatorską tematykę.




4. Vivo Istvana Vizvarego, łodzianina.
John Lennon ma sto dwadzieścia lat i komponuje piosenki wyłącznie dla bogatej, pięknej i szaleńczo w nim zakochanej kobiety. Alfred Ulver, psychiatra hochsztapler, utrzymuje się głównie z pracy swojego cyfrowego klona i sesji cochingowych. Lizę Trommer, skromną krawcową, odwiedza w domu dawno zmarły ojciec, który uciekł z Forever, wirtualnego świata spokojnej starości.
Czyli ponad 400 stron domyślam się kuriozalnej i „dziwnej” fabularnie powieści A, jeszcze jest dalsza część opisu:
Alskopp, dumny i potężny król smoków Drumloftu, wydał ostatnie tchnienie na londyńskiej Tottenham Court Road. Uderzenie skrzydeł motyla może zmienić losy świata. Upadek smoka zmienia, i to diametralnie! Rzeczywistość i światy wirtualne okazują się być połączone znacznie ściślej, niż się to dotąd wydawało i nie są tym, za co je uważano.
To podobno SF, w którym będzie można „posłuchać” nowych piosenek Lennona. Okładka minimalistycznie bardzo dobra. Ciekaw jestem tej pozycji, bo doprawdy niewiadomo, co to właściwie jest (tylko ten król smoków mnie niepokoi).



5. Tropiciel Małgorzaty Lisińskiej. Okładka wystarcza za wszelki opis i komentarz. Kto chce jednak przeczytać, niech spojrzy tutaj. Tylko po co…









6. Noc kota, dzień sowy: Zamek Cieni Marty Kładź-Kocot, z okładką przedstawiającą gliniany naszyjnik, taki jakie kiedyś dzieci robiły, wypalając potem na piecu. Tak myślę.

W Castelburgu, bogatym portowym mieście, władzę przejmuje makiaweliczny Książę, a wygnani arystokraci zakładają Bractwo i z pomocą niejakiego Dionisiusa Grandiniego próbują obalić tyrana. W Emain Avallach, siedzibie magów, niepozorny bibliotekarz zostaje skazany na śmierć, a para kochanków wygnana.
Sam nie wiem, co o tym myśleć. Jak spotkam w księgarni, to może przekartkuje. Z czystej ciekawości książki tego wydawnictwa, ale z żadnego innego powodu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz